|
::target:: |
![]() księga gości 2009 kwiecień 2008 grudzień marzec luty styczeń 2007 grudzień sierpień lipiec czerwiec maj luty 2006 grudzień listopad październik wrzesień czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty |
... target 2009-04-12 23:41:05 skomentuj (0) . . target 2008-12-04 20:56:50 skomentuj (0) Gruba is back! Święta w tym roku będą polsko-amerykańskie. W koszyku zatem znajdzie się snickers i cola. Czeka mnie tydzień w podróży. Oświęcim, Kraków, Praga, Wrocław. Mam nadzieję, że śniegi już za nami. Córka Grubej odwiedzi mnie w święta! Będziemy zwiedzali Polskę i Czechy. Sam jestem w głębokim szoku, że Gruba wysyła ją do mnie do Polski. Przeca tu dzikie lasy i niedźwiedzie na ulicach. Musza wychodek na polu naprawić, bo srać gdzie nie będzie... Normalnie będę ją uświadamiał. Czuję, że to będzie wielki szok! "To wy macie restauracje?!" Tak, kurwa, bar mleczny z "Misia"! ---- A tego zupełnie nie rozumiem. Zastanawiam się czy coś jest z nim nie tak. Bo że z tą babą jest coś nie tak, to jestem pewien. Czy miłość naprawdę jest ślepa? ... i wydało się, że czytuję Pudelka. target 2008-03-05 23:57:33 skomentuj (0) I`m moving on Przychodzi taki dzień w życiu mężczyzny... Kiedy wszystko go wkurwia. Podobno powstała strona w internecie, na której można wylać wszelkie żale, wyjawic sekrety, tajemnice, poskarżyć się nieznajomym czytelnikom... że to niby pomaga. Ograniczam sie do bloga. I kiedy jestem w depresji, wkurwiony na wszystko i wszystkich, wchodzę tu i piszę notkę bez sensu. Taką jak ta.
It`s not right, but it`s ok
I`m gonna make it anyway! Posłucham jej 500 razy i mi przejdzie. To jedyna skuteczna terapia. (po 3 dniach całodziennego spania!!!) target 2008-02-22 00:06:28 skomentuj (2) Call me Przygoda to moja najlepsza przyjaciółka. Chory byłem jak zwykle, dwa tygodnie z infekcją gardła. Mononukleoza była nawet według jednej pani, co niby dyplom już dawno odebrała, ale nie wnikam. Dość, miało być o Przygodzie. Do lekarza się wybrałem. Idąc rześko w miarę, jak to mam w zwyczaju. Obładowany byłem, się znaczy z auta wysiadam sam, bez Słońca, bez podręcznego bagażu. Rzecz oczywista większość dobytku w zębach trzymam, w dłoniach tabletki, opakowania, skierowania, portfel, telefon* (*to istotne). Biegnem szypkom. Pospieszam jak zwykle. Widać, że popierdoleniec leci. Wydało mnie się, że Coś stukło o ziemie, odwracam się, tam niewisata. Patrzę pod nogi co mi wypadło, ale nic nie widać. Tylko niewiasta się na mnie patrzy chytrze. Ten typ tak ma. Nic to, biegnę upocony do pani lagryngoglogiczki, żeby mnie paszczowo wywyglądała. Potem zbieram recepty, cały ten pieprzony majdan, którego oczywista schować gdzie nie mam. Udało mi się jakoś dotrzeć do auta, do domu. Nagle błysk. Telefon. (Ten sam co wcześniej był z gwiazdką). Nie ma. Ale nic to. Pewności że go miałem przecież też nie ma. Dzwonię. Sygnał jest. Dzwonka nie słychać, bo i go nie używam. Ale wibracji też nie odczuwam w całym domu. Dzwonie ponownie, i nadal, i kolejny raz, i znowu. Nagle dupa. Włącza się już tylko poczta. Jak nic zajebali. Skroili i wyłączyli jak zacząłem dzwonić. W mojej chorej wyobraźni pojawia się kilka hipotez. Każda pewna. Po pierwsze. Wypadł, "Ten typ tak ma" to widziała. Nic nie powiedziała. Zabrała. Teraz się cieszy. Sucz jedna pizda mać japierdole! Po drugie. Wypadł, leżał. "Ten typ tak ma" niczego nie widziała. Leżał biedaczek w ciemności, ale jak zacząłem dzwonić jakś borsuk go zobaczył i wyłączył. A to chamski naród, pizdy mac japierdolechuj! Po trzecie. Japierdolechuj lagryngolodżka mi zajebała. Najpierw mnie podstępnie rozebrała, potem że niby w gardzioł patrzy, ... japierdolekurwasranie. Dzwonię zatem do sieci. Odbiera Kasiazcallcenter. Blokuje mi kartę. Ze stresu odczuwam parcie na pęcherz. Schodzę na dół, bo na dole mam przytulniejszy kibelek. Wyciągam mojego umięśnionego orła, już, już prawie kropla spada... Patrzę, a na dnie kibelka, w błękintych wodach, zapachu morskim, tak powabnie niczym Jola Fraszyńska na stronach Playboya, spoczywa na dnie mały Ericssonik. O! o! Co to? Leżał sobie biedak na półeczce nad kibelkiem. Krzyczał do mnie Mellita, domi adsum! Ale pan jego głuchy jak cipa. Drgania go sprowokowały do skoku w odchłań kiblową. (to z desperacji) Ale żeby tak od razu zasięg tracić? Dobrze że Kasiazcallcenter rozgarnięta była i cofłamiblokadę. Rad jestem. Suszę. Muszę się wyspowiadać z bluzgów na bliźnich. Postanowiłem wybrać sie do Lichenia lub też innąjasnągórę. Zastanawia mnie czy z burdeliozy można się wyleczyć? Podobno uporządkowanym żyje się łatwiej. ------- Notka prywatna skierowana do wiadomo kogo: Moja Droga Zahasłowana Nie pierdol tylko podeślij co trza. recant@interia.pl A może to jest teraz płatne? hę? Za pisu to nie było legalne! target 2008-01-23 23:16:52 skomentuj (3) Island Soft
Aby zaprotestować przeciwko ogólnej szarości wybrałem się dziś na basen w moich turkusowych spodenkach Tommy Bahama. Zlałem się zupełnie z błekitem wody. Ale za to jako jedyny nie miałem na sobie kąpielówek. Nie znoszę gości obnoszących się z opiętymi fiutami. Mało to estetyczne.
Zawodowo się zaczynam spełniać, w poniedziałek będzie na antenie mój wywiad. Taki jestem trendi. Ech. Zawodowo to ja oczywiście przywiozłem ze sobą tysiąc pomysłów na rozwój. Rzeczywistość mnie niestety trochę otrzeźwiła. Nie wiem jak to się stało, ale ten kraj zmienia się w tempie rekordowym. W Illinois kilometr autostrady remontowali przez 3 lata, a tu... wszystko się pozmieniało. Biznesów rozkwitło milion trzysta 140, w tym przynajmniej milion dwieście 124 to moje pomysły. I jak tu sie teraz realizować? Dlaczemu tak jest, że jak już mam ajdija, to na drugi dzień dostrzegam jej realizacje? Ciężko będzie. Tak czy brak zaczynam przygotowania do wielkiego otwarcia. Wejście smoka zaplanowane na wiosnę. Stres przede mną. Chudnę w oczach. A to na plus. Nagle okazuje się, że wchodzę w spodnie. Podnieca mnię to przeogromnię. Jeszcze piętnaście jednostek masy mniej i będę sobą. Się znaczy pełen lans i blask. Stany tuczą niebywale. Krzywa cukrowa mi kiepska wyszła. O Asklepiosie, ja bez słodyczy nie funkcjonuję. Będę zgorzkniały. target 2007-12-16 01:39:32 skomentuj (4) I am online when I am horny
Cudny okres przedświąteczny. Tylko mi się z lekka buty ubłociły. Zdecydowanie posiadać należy sezonówki. Klapciaki ze skaju na bagno w raju. Irytuje trochę brak chodników, ale nadal chodzę z mordą uśmiechniętą. Znajomi w sztuce dwie zwrócili mi uwagę, że nie wypada, że faux pas i jestem naćpany. Się znaczy chodzi generalnie o mordę. A ja zaprzeczam, dementuję. Natrafić na upierdolony w gównie chodnik w Beverly Hills może zdenerwować, ale nie tu. Tu jest mi pięknie i cudownie. Śnieżnie, mroźno i wspaniale. Bo kostka brukowa znana, bo szarość dnia znajoma i gówno psie polskie-swojskie. Największy grymas zniesmaczenia wywołują zdarznia niespodziewane. Tu zaskoczenia brak. Uśmiecham się zatem. Odlepiam psie gówienko z moich
Marków Nasonów Brimstoneów, wycieram je starannie o przygniła zimową trawę, opłukuję w przykrawężnikowej kałuży, i szczerze moje białe kalifornijskie kości stomatologiczne do miłej pani surfujacej w sieci osiedlowych śmietników. Jaki tam znów naćpany. Swojsko mi.
Ciężko jest leczyć się jedynie z szarości. Czy tu zawsze jest tak popielato? Koloryzuję więc. W sensie że mi szaro, więc dodaję koloru. Na przykład tak, oglądając inności. target 2007-12-14 21:51:29 skomentuj (0) Polonisze depresjone? wtf?! Boziu jak tu szaro. I tyle rzeczy mnięż tu denerwuje. Kosmopolita nagły się zrobiłem. A czemuż by i nie? pss... nie, nie uciszam. Sklepy społem mnie zidiociły. Powracam na bloga polakowskiego w wydaniu społowym. Sklepowo będzie, bo target. Ilęż razy można nie mieć? Tylko jedno słychować w okienkach, na półkach, przy taśmie. Nie ma już, nie mamy, się skończyło. A najbardziej wkurwia mnie ogólne trzepanie kieszeni. W dupie mam nie mam wydać. Ogólnopolskie wiercenie w portfelach w poszukiwaniu końcówki. Na znak protestu płacę tylko dwusetkami. Bo mam. Mniej, bo mi staniał w kantorach. Może 32 grosze, może 4 50, złotówka będzie? Nie, kurwa ja pierdole. Nie będzie! Reszta cudownie. Się znaczy ogół. Poza tym że Kraków przerażajacy, pozostałość raczej pozytywna. I tyle handlowych galerii na święta cudownych i pieknych i kolorowych, dojazd po kocich łbach prawdziwie wytworny. Witam się w Polsce. Witam na blogu. target 2007-12-12 00:45:51 skomentuj (0) ... o kurwa, wróciłem. target 2007-08-25 18:39:47 skomentuj (2) New York, New York... Nowy Jork zachwycajacy. Przede wszystkim brudny i zaniedbany, ale wciąż fascynujacy... Tydzień w tym mieście to stanowczo za mało. Udało nam się przejść cały Manchattan – pieszo! Byliśmy w Central Parku, podziwialiśmy S, zjedliśmy obiad na Time Squere, zachwyciliśmy się jedzeniem w Little Italy, targowaliśmy się o podróbki w Chinatown, biliśmy brawo podczas sztuki na Broadway`u, mieszkaliśmy w żydowskiej dzielnicy na Brooklinie, podziwialiśmy, byliśmy zachwyceni, pozostał niedosyt. Jestem pod wrażeniem tego miasta. Na chodnikach w centrum są czasami takie korki, że nie można przejść, masa ludzi. Miliony turystów. Nie bardzo nawet wiem jak to wszystko opisać bo za bardzo jestem tym jeszcze podniecony. Uwielbiam wielkie miasta. Nowy Jork nie jest jednak wymarzonym miejscem do życia... Dorastanie w NY nie jest łatwe. Dzieciaki bawią się gółwnie na betonowych podwórkach, ciężko tu o spokojne miejsce, panuje wieczny tłok i hałas. W dzielnicy w której mieszkaliśmy nie było normalnego sklepu w którym bez obaw kupiłbym coś na obiad. Przenikliwy smród, straszliwy syf i bród. Nic poza tym w sklepie nie znalazłem. A to wcale nie było złe osiedle... Ludzie, to zawsze mnie ekscytyje. Jeśli szukasz pracy w stanach – NY jest moim zdaniem odpowiedni. Nikt nie zwraca tu uwagi na akcent, w czasie mojego pobytu nie spotkałem nikogo mówiącego czystą angielszczyzna. Znajomy pracujący dla firmy komputerowej potwierdził moje przypuszczenia. Szefostwo firmy nie zwraca uwagi na pochodzenie )ok, nie do końca, menagierowie to amerykanie!), ale ważne jest to że tu masz szanse. Pracuje się 24 na dobe. Metro jest przepełnione o każdej porze dnia i nocy. Znajomy pracuje w godzinach 11-24 konwertując dane w jednym w wieżowców w downtown, kiedy wraca z pracu ok 1, na ulicach wciąż pełno jest ludzi. To tworzy atmosfere tego miasta. Tego nie ma w Chicago, gdzie uice pustoszeją chwile po 18. Chicago to śpiące miasto. NY żyje. Niestety kończy się nasza podróż. Kolejny przystanek to Niagara Falls, później ponownie Chicago i ... target 2007-07-02 21:48:38 skomentuj (1) |
![]() LYNKY PSS Społem wkurwiający kot psotnica sz.stiepanowna allecc homol grzmotnik egoista . stoliczne japan sredniak amelia Pisaki vulpian czerski FotoBlog NYC bart trzaskprask Promocje polcard misiacy lektorka gadu-gadu |
|
|